Zobaczyć Neapol… (V)

Słońce zbudziło mnie wcześniej niż budzik, zamiast przewrócić się na drugi bok, wstałem i leniwie wciągnąłem odzież. To był dobry znak. Przy porannej kawie zdałem sobie sprawę, że mam jeszcze trochę sił, a plan na ten dzień wcale nie był mniej ambitny, niż poprzedni.

Przede wszystkim zależało mi, aby dotrzeć w pobliże dzielnicy hiszpańskiej i podpatrzyć, jak toczy się życie wokół lokalnego targu. Via Toledo przekroczyłem grubo po ósmej. Obawiałem się, że już po wszystkim, że niewiele zobaczę. Sporym zaskoczeniem było, że dopiero wszystko budziło się tam do życia. Sprzedawcy zaczynali układać warzywa i owoce, wynosić kosze z małżami, przyjmować towar od dostawców.

Postanowiłem więc wejść trochę głębiej w uliczki, bo wyczułem zapach świeżego chleba. Szybko zlokalizowałem jedną z piekarni, gdzie chłopaki w bieli śmiali się i wygłupiali w przerwie na papierosa. Zaprosili mnie do środka, mogłem podpatrzyć, jak przygotowuje się neapolitańską specjalność, czyli tradycyjną babà.

Ot ciekawostka. „Słynne neapolitańskie babà (w miejscowym dialekcie zwane babbà) mocno nasączone rumem i upieczone w formie dużych grzybów, to nic innego jak babki ponczowe przypadkowo wymyślone przez polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego (lata panowania 1705-1709 i 1733-1736).”

Więcej tutaj: wloskiecafe

Po targowym poranku, podjechałem na północ pod bazylikę Incoronata Madre del Buon Consiglio. Tutaj właśnie znajduje się wejście do katakumb San Gennaro. San Gennaro, czyli Św. January jest patronem miasta, i właśnie w tych katakumbach odkryto jego grób. Katakumby robią wrażenie swoją przestronnością i wysokością pomieszczeń oraz korytarzy. Na pewno jest to coś zupełnie innego niż mroczne i rozległe katakumby rzymskie czy ciasne i skromne katakumby w tunezyjskim Sousse. Wszystko to dzięki tufowi wulkanicznemu, który jest po prostu łatwiejszy i bardziej plastyczny w obróbce. Wnętrza prezentują się mocno klimatycznie przy zastosowanej iluminacji. Zdecydowanie warto wydać 8 euro na wstęp.

Wyszedłem z katakumb i skierowałem się na południe do bazyliki Santa Maria della Sanità, przemierzając pobliską dzielnicę, obserwując jej życie i zaglądając do kilku warsztatów rzemieślniczych. Po godzinie dotarłem wreszcie do Muzeum Archeologico Nazionale di Napoli. Znajdują się tu liczne eksponaty odkopane w Pompejach i Herkulanum oraz słynna Sekretna Komnata (Gabinetto Segreto), gdzie eksponaty dosłownie prężą się na oczach zwiedzających (wspominałem o niej tutaj).

Czas obiadu, to czas rozkoszowania się kolejną margeritą, tym razem w L’Antica Pizzeria da Michele. Smak tradycyjnej margerity, (powstała w 1889 roku na cześć królowej Włoch – Margherity di Savoia) zależy przede wszystkim od odpowiednich składników, a więc pomidorów San Marzano, mozarelli di Bufala Campana, bazylii oraz odpowiedniego ciasta. Radość trwała krótko, czas się kurczył, a pozostał mi jeszcze jeden punkt w planie dnia. Centro Direzionale czyli dzielnica 13 drapaczy chmur, w tym najwyższego zamieszkałego budynku Włoch – Wieży Telecom Italia z swoimi 129 metrami wysokości.

„Sen neapolitańczyków o przyszłości czyli Centro Direzionale. Powstało pomiędzy 1987 a 1995 r. zaprojektowane przez Japończyka Kenzo Tange. Prace właściwie zaczęły się już od lat 60-tych, kiedy to wyznaczono plac pod budowę części administracyjnej miasta. Jednak przez 18 lat żaden z przedstawionych projektów nie spodobał się władzom Neapolu. Dopiero w 1982 r. przygotowanie projektu powierzono Japończykowi. Pomiędzy wieloma uliczkami znajdują się różnego kształtu place (kwadratowe, okrągłe), które często są ozdobione fontannami lub też pomnikami czy statuami. Materiałami, które przeważają jest cement, szkło i stal. Kenzo Tange zaprojektował większość Centro Direzionale,  jednak do pracy nad wyglądem wieżowców zaproszono najznakomitszych architektów włoskich, takich jak: Renzo Piano, Massimo Pica czy Nicola Pagliara.”

źródło: buongiorno-napoli

Sen o przyszłości, na mój gust spełnił się chyba nie do końca tak, jak planowano. Szklane domy wystrzeliwują w niebo śmiało i dumnie, jednak to co dzieje się pod placem, to już inna bajka. Ruchome schody na niższe poziomy, nie tylko są nieruchome, ale wręcz straszą swoim stanem, podobnie jak fontanna przed kościołem San Carlo Borromeo. Wygląda to conajmniej groteskowo. Mimo to warto tutaj przyjechać, aby zobaczyć zupełnie inne oblicze tego kontrastowego miasta.

Recommended Posts

Start typing and press Enter to search