Zobaczyć Neapol… (IV)

Metro. Generalnie nie ma problemów, aby fotografować stacje metra, szczególnie że coraz częściej zarządcy dbają o to, aby stawały się atrakcyjne wizualnie. W Neapolu swego czasu uznano, że sztuka łagodzi obyczaje i pozytywnie wpływa na mieszkańców, stąd można zobaczyć tu prawdziwe perełki. Lubię metro i jeśli tylko miasto, w którym jestem takową komunikację posiada, staram się zobaczyć co bardziej interesujące miejsca. W Neapolu polecam szczególnie stacje Universita, Toledo i Montesanto.

W czasie robienia zdjęć na stacji Universita zostałem zatrzymany przez ochroniarza, który zaczął coś włoskim migowym tłumaczyć, zakazywać i zażądał, abym usunął zdjęcia. Uprzejmie, ale stanowczo migowym angielskim dałem mu do zrozumienia, że tego nie zrobię. W odpowiedzi stanowczy, ale nadal miły migowy włoski zaprosił mnie do kwatery głównej. Tam pouczono mnie już ludzkim angielskim, że nie mogę fotografować ludzi i taboru (potwierdziłem, że zrozumiałem i usunąłem kilka wagoników), a ochroniarza napomniano ludzkim włoskim, że nie może zabronić mi robić zdjęć w metrze ;)

Spacer rozpocząłem tradycyjnie spod katedry św. Januarego (patrona Neapolu) i poszedłem plątaniną uliczek w kierunku kościoła San Gregorio Armeno i dalej koło San Gennaro all’Olmo, Sant’Angelo a Nilo i San Domenico Maggiore (znajduje się tutaj obraz ukrzyżowania, z którego podobno przemówił Chrystus do Tomasza z Akwinu).

Pierwszy dłuższy przystanek zaplanowałem sobie na Piazza del Gesù, gdzie zwiedziłem bardzo charakterystyczny kościół Gesù Nuovo i bazylikę oraz klasztor Santa Chiara. W tym ostatnim, w wirydarzu, znajduje się prawdziwy smaczek, fantastyczny przykład małej architektury z majoliki. Zdecydowanie warto.

Następnie metrem podskoczyłem pod Castel Nuovo (XIII w.), zerknąłem do portu i cofnąłem się na Piazza del Plebiscito do bazyliki Reale San Francesco di Paola z fantastycznymi graffiti na kolumnach portyku (tak jestem sarkastyczny, ale graffiti na zabytkach to tutaj standard), Pałacu Królewskiego i Teatro di San Carlo z 1737 roku. Teatr jest imponujący, największy i najstarszy operowy teatr we Włoszech. Tuż obok stoi fantastyczna galeria Galleria Umberto I z lat 1887-1890. Rewelacja.

Jeszcze tylko ostatni punkt dnia – Castel dell’Ovo (VI-XII w.) wieczorową porą i powrót do domu. Emocji było sporo, oczy nacieszone zabytkami, nogi w… biodrach. Byłem z siebie dumny, stałem się prawdziwym przewodnikowym turystą, bez piwa w ręku ;)

Ok., przyznaję się. Nie tak do końca, bo drogę powrotną urozmaiciłem sobie przejściem przez dzielnicę hiszpańską raz jeszcze, a tam piwo w ręku warto mieć ;)

Spostrzeżenia? Tego dnia oglądałem miejsca zdecydowanie turystyczne i takie, którymi miasto się szczyci. Ceny w knajpkach wyższe, czyściej, więcej przestrzeni, zieleni i turystów, natrętnych ulicznych sprzedawców z niedalekiej Afryki, piękne przykłady sztuki, sporo języków w powietrzu poza włoskim. Większość byłaby zachwycona.

Recommended Posts

Start typing and press Enter to search