Z ziemi włoskiej do polskiej (II)

Któregoś wieczoru dostałem telefon od Damiano, z informacją, że odwiedzi go rodzina z Holandii. Siostra, szwagier i dwie latorośle. Nie mogło mnie nie być. To było wyjątkowe i pełne pozytywnej energii spotkanie. Dobre jedzenie, wino, rodzinna atmosfera. Cieszę się, że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć. Cieszę się, że apatat zawsze miałem przy sobie.

Spotkanie to było o tyle istotne, że Pietro był uwzględniony w nowej inwestycji Damiano. To on miał być odpowiedzialny za powiększenie lokalu. Chodziło przede wszystkim o to, aby ludzie mieli gdzie się spotykać, a jak wiadomo, polskie jesienie, zimy i wiosny nie sprzyjają siedzeniu na dworze pod parasolem. Lubią zaskakiwać. Same nagrzewnice niewiele by poradziły. Tak właśnie zrodził się pomysł dostawienia drewnianej konstrukcji. Genialny pomysł. Zrealizowany solidnie, praktycznie i ze smakiem.

Właśnie w tej nowej scenerii przeżyłem jeszcze jedną piękną chwilę. Damiano zaprosił mnie na spotkanie rodzinne w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Miałem jechać do Wrocławia, ale powiedziałem sobie, że skoro mam być na 16.00, to spokojnie do 19.00 posiedzę i zdążę wszystko pozałatwiać. I tutaj dostałem kolejną włoską naukę. Czas po włosku płynie inaczej i liczy się go inaczej. O 16.00 ruszyły przygotowania, o 19.00 zaczęła się uczta. Zostałem i nie żałuję. Dziękuję przyjacielu.

Niestety Polska to nie Sardynia, nie wszystko można zrobić na zwykłe urzędnicze „można”, „nie będzie problemu”. Wiata stanęła, ludzi ciągle pełna, ale zaczęły się schody. Jednak zwykłe „można” nie wystarczyło. Mnóstwo stresu, biegania, załatwiania… a zawsze znajdzie się ktoś, kto uprzejmie się zreflektuje, patrząc w gwiazdy, obrazek na ścianie lub przez balkon, że jednak jemu to akurat zaczyna coś przeszkadzać. Przykre to jest o tyle, że kiedy ktoś daje coś od siebie, to jeśli na tym zarabia, wydaje się innym, że to zbrodnia… Dlaczego nie potrafimy cieszyć się tym, że nasze miasto pięknieje, wzbogaca się i że pozbywamy się kulinarnych kompleksów metropolii (no ok, może dużego miasta… ok, średniej wielkości miasta, ale Stolicy Kultury Europejskiej 2016).

W tym niespokojnym okresie miałem okazję poznać rodziców Damiano. Wcześniej byłem tylko świadkiem rozmów wideo. Damiano codziennie dzwonił do domu. Rodzinny facet. Spotkaliśmy się tylko na chwilę, bo mieli sporo do obgadania. Zdjęcia były. Nie mogło nie być.

Czasu się nie cofnie… trzeba cofnąć inwestycję. Prawo jest prawo. Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Damiano nie byłby Damiano, gdyby nie miał zaraz nowego pomysłu… ale o tym już w trzeciej części, za jakiś czas. Materiał powstaje.

Dzięki chłopaki, że jesteście z nami :)

Zobaczcie także:

Wpis: 50 twarzy… Damiano
Wpis: Z ziemi włoskiej do polskiej (I)
Wpis: Z ziemi włoskiej do polskiej (III) – czekamy ;)

Smacznego:

Damiano’s Pizzeria Spaghetteria
czynne: wtorek – niedziela od 12.00 do 22.00
ul. Daszyńskiego 50, Trzebnica
tel. 71 310 97 44
Fanpage

Recommended Posts
Comments
  • Pawel Owczynski

    Jestem tam! Czekam na czesc 3! Pozdrow wszystkich w knajpie :)

Start typing and press Enter to search